|
czwartek, 20 grudzień 2007 |
Przepraszam jeśli zbyt natrętnie będę namawiał na adwentową duchową przygodę kogoś już dawno przekonanego. Może wynika to z faktu, że sam często w życiu przyjmowałem jakieś prawdy lub idee jako pewne i oczywiste, a po pewnym czasie wszystko stawało się dla mnie mętne i ciemne.
Takie duchowe pagórki i doliny są w życiu normalne i potrzebne. W mroku
możemy się przez cierpliwość umacniać, a w oświeceniu uskrzydleni
będziemy fruwać. Jednak w miarę upływu lat trzeba wznosić się w górę. Nawet wielki upadek i silne zranienie ostatecznie mogą nas przybliżyć do Boga. Wiara jest łaską to fakt.
Codzienne pragnienia i tęsknoty mogą być zaspakajane na różne sposoby.
Dzieci też sięgają po słodycze przed obiadem. Jednak oszukanie
naturalnego głodu Boga i zbawienia może mieć dla ludzkiego życia skutki
tragiczne. Dlatego wszystkie nasze zmysły potrzebują pewnej skruchy
i umartwienia. Na ile to możliwe w Adwencie trzeba zrezygnować z
dzikiej całodziennej gonitwy. Zrezygnować trzeba z tego, co sami
uczyniliśmy sobie obowiązkowym zwyczajem, jak na przykład regularne
picie kawy. Może wtedy usłyszymy własne serce. Ośmielmy się
rozwinąć swoją naturalną prostotę, szczerość i podstawową duchową
uczciwość. Przeżyjemy wtedy Piękniej Boże Narodzenie |