|
Urodziłem się w 1958 roku w czynszowej kamienicy w dzielnicy Zabrza, która jako jedna z trzech zabrzańskich dzielnic przed wojną należała do Polski. Nie było w tym przypadku. Moi dziadkowie wybrali to miejsce, kiedy na Czarniawce powstała Polsko - Niemiecka granica. Oni chcieli żyć w Polsce. W duchu patriotycznym wychowani byli moi rodzice i tak też ja zostałem wychowany, chociaż moja babcia Antonina urodziła się nad Berezyną i tam ją znalazł mój dziadek w trakcie wojennej zawieruchy I wojny światowej. Sam dziadek pochodził z małej wioski na Opolszczyźnie. Dlatego ja o sobie mówię że moje korzenie sięgają od Odry do Berezyny. Moje dzieciństwo było pogodne. Wtedy w telewizji były dla dzieci tylko dwa programy "Zwierzyniec" i "Ekran z bratkiem". Tak więc na zabawy z rówieśnikami czasu było sporo, a dzieci na podwórkach też nie brakowało. Pamiętam, że razem z dziadkiem i babcią całe lato spędzałem na działce w ogródkach POD "Malina". Potem byłem coraz poważniejszy. Skończyłem Liceum Ogólnoksztalcące im.Lenina w Zabrzu. Patron nie odbierał nam młodzieńczej radości i z tego czasu do dziś pozostali mi przyjaciele. 
Dalsze swe losy związałem z Politechniką Śląską. Ukończyłem Wydział Budownictwa i w tym samym roku ożeniłem się z moją żoną Iloną. Chcieliśmy od razu mieć własną dużą rodzinę. I tak najpierw urodziła się Elżbieta, która jest już w tej chwili po drugim roku studiów na wydziale filologii słowiańskiej Uniwersytetu Śląskiego. Mój syn Krzysztof studiuje Budownictwo na Politechnice Ślaskiej, a druga córka Kamila będzie w najbliższym roku przygotowywać się do matury w III L.O. w Zabrzu. Mamy jeszcze przez wszystkich rozpieszczanego Rafała, który w tym roku rozpocznie zerówkę. Lubię się chwalić liczną rodziną. Mam krewnych w Zabrzu, Gliwicach, Bytomiu, w Paniówkach i Zbrosławicach. Mam też liczną rodzinę poza granicami Polski, co spowodowały głównie historyczne zawieruchy. Dwukrotnie już organizowaliśmy zjazdy rodzinne, które zawsze gromadziły dobrze ponad setkę krewniaków. Egzotyczne sympatie i małżeństwa w moje rodzinie są tak różnorodne, że nie będę ich wymieniał, bo mógłbym zostać odebrany jak ktoś, kogo poniosła fantazja. Muszę tylko wspomnieć mojego kuzyna Johna Nieurzyła, który prowadzi drzewo geneologiczne i poszukuje rodziny na całym świecie. Chociaż jest niepełnosprawny fizycznie, to jednak dotarł nawet do studia moskiewskiej telewizji, która pomogła mu odnaleźć trzy kuzynki. Tak różnorodna rodzina sprawia, że mimo śląskich korzeni i polskiego patriotyzmu mam serce otwarte dla innych kultur i narodów. Chętnie też patrzę przez pryzmat chrześcijański na wszystkich ludzi jak na jedną wielką rodzinę. Tadeusz WITA |